Samotna wyspa - część I

Wstęp

W ramach testów modułu sandboxowego "Samotna wyspa", rozpocząłem prowadzenie małej kampanii, korzystając z przygotowanych materiałów. Normalnym tekstem będę zamieszał opisy a kursywą komentarze "techniczne".

Założenia "pojawienia się na wyspie" grupy postaci, łącznie z bohaterami graczy zostały wylosowane zgodnie z opisem modułu:

  • Kier: Grupa jest gromadą rozbitków. Sterowiec, którym podróżowali został porwany przez burzę pyłową i rozbił się na skraju wyspy. Z reszek udało się uratować małą ilość (poziom 2) zasobów żywności i materiałów budowlanych oraz bardzo mało (poziom 1) broni palnej i amunicji. Jest też trochę broni białej - maczety, siekiery, włócznie oraz łuki i kusze, która była na wyposażeniu załogi sterowca, bądź pasażerów.
  • Kier: To duża grupa - dostępnych początkowo będzie aż 5 bohaterów niezależnych - aktorów:
    • Yvonne Miller, były kapitan marynarki powietrznej, pełniąca rolę samozwańczego przywódcy,
    • Jacob Butcher, inżynier i złota rączka pokładowa - jeden z członków załogi rozbitego sterowca,
    • Joan Cooper, podróżniczka - chyba jedna z nielicznych osób, które jakby niespecjalnie się przejmują sytuacją,
    • Margaret Walker, cicha kobieta, architekt i bliski doradca Yvonne, uważnie obserwujący nastroje społeczności,
    • Peter Cherry, naukowiec - zapalony badacz przyrody "zdegradowany" do roli alchemika pichcącego mikstury.
  • Karo: Jej członkowie nie ufają sobie nawzajem - są jakby nie było obcymi ludźmi, przypadkowymi pasażerami.

W tej sesji uczestniczyło dwóch graczy, z czego jedna miała częściową rolę prowadzącego (system rozstrzyga wiele rzeczy za graczy, dlatego taka sytuacja jest możliwa w wypadku niedoborów ludzi - potencjalnie można grać również solo, ale przypomina to wtedy raczej dynamicznie tworzoną paragrafówkę niż grę fabularną):

  • Tom Edwardson (Treflowy - w typie samouka, wynalazcy) - czarnowłosy piekarz, strzelec bractwa kurkowego, wszędzie taszczący swój (własnej konstrukcji) składany, metalowy piecyk z rusztem - cenny, choćby z racji samego użytego materiału
  • Ben Kruk (Karowy - typowy awanturnik, z umiejętnością przetrwania) - brodaty, wysoki brunet. Myśliwy i podróżnik, biegły w sztuce przetrwania. (Postać prowadzona półbiernie, jako użytkowana przez półgm'a)

Przebieg sesji

Piekarz początkowo zajął się, za pozwoleniem Yvonne Miller, przerabianiem części ziarna na mąkę i pieczeniem chleba, jednak (niska czerwona blotka - Tak, ale...) otrzymał ograniczoną jego ilość, ponieważ większość jest przeznaczona na siew, po przygotowaniu pól. Po zakończeniu roboty, został skierowany (Misja od Yvonne - Karo), jako przywódca-ochotnik do znalezienia właściwego drewna do budowy obozowiska. Dołączył do niego również myśliwy i tropiciel Ben oraz 5 robotników wyposażonych w siekiery i proce - powszechnie używane, przez rozbitków, do polowania na króliki i inną drobną zwierzynę.

Mimo pewnych obiekcji, grupa skierowała swoje kroki do pobliskiej dżungli, trzymając się okolic rzeki i w odległości półtora dnia drogi od obozowiska, odkryła drzewa które powinny się nadawać do wyrębu. Postanowiono zbudować tymczasowe obozowisko i wysłać jednego z robotników do obozu, po posiłki. Gęstwina wymuszała i tak zaangażowanie większych sił, w celu wyrąbania przecinki.

Parodniowy spokój (karty były złośliwe i nie wypadła żadna figura ani podczas przeszukiwania okolicy ani w ramach "wydarzeń dobowych") został zakłócony przez "pułapkę" (w końcu wyszła figura, a jako wydarzenie w dziczy - czerwona 8, abstrakty: sen, kamień, płótno spowodowały, że przez chwilę się musiałem zastanowić - ale proca pasowała do sytuacji). Grupa "dzikich", uzbrojonych w proce (autochtoni, PT=24 - Q Pik czyli 12*2), otoczyła dwójkę bohaterów z czwórką (jeden w drodze do obozu po posiłki) drwali i zaatakowała z zaskoczenia.

Na szczęście tym razem karty były łaskawe - na pytanie czy ktoś został ogłuszony, wypadła czarna figura, dając odpowiedź "nie i...", co pozwoliło się zorganizować szybko by odeprzeć atak. Determinacja (8 punktów), jaką udało się zebrać nie była imponująca:  4 punkty za drwali i po 2 punkty od każdego z bohaterów, stawiały walkę pod znakiem zapytania. Przewaga poziomu trudności powodowała, że każda runda była na początku rozstrzygana dwiema kartami, przy czym pod uwagę był brany gorszy wynik.

Początkowy wzajemny ostrzał, przerodził się wkrótce w samobójczą szarżę na dzikich ukrytych w krzakach i ogólną siekaninę, podczas której padł jeden z drwali a obaj bohaterowie odnieśli lekkie rany. Podjęta próba zatrzymania walki, zaskutkowała jedynie dodatkowym guzem. Mogło się to źle skończyć gdyby nie posiłki w sile 8 chłopa (Determinacja+8), przybyłych do wyrębu lasu z obozu (szczęśliwe pytanie, z pozytywną odpowiedzią), które przechyliły szalę na korzyść bohaterów, szybko zamieniając walkę w krwawą jatkę.

Dużo wyników "nie ale..." i "tak ale", pozwoliło na zmniejszanie PT, w zamian za konsekwencje - Ben praktycznie stracił swój wielki nóż, którym ciął bez opamiętania. Parę "podwójnych czewonych" losowań, pozwoliło mimo przewagi żywić nadzieję na wygranie walki, ale były również podwójne czarne. Zauważalną rolę, aczkolwiek nie dominującą pełni "kolor postaci" - w paru wypadkach złagodził negatywne wyniki, przesuwając je do poziomu neutralnych (nie ale...). Parę razy też zmienił wynik neutralny w pozytywny lub wzmocnił pozytywny. Nowy system walki chyba zdał egzamin, choć wymagał wielu rund - więcej było w nim kombinowania co tam się wydarzyło w tym buszu niż liczenia mechaniki. System kooperacji, polegający na sumowaniu specjalizacji i poziomu trudności sojuszniczych statystów, zdał egzamin narracyjny - mimo iż runda była rozstrzygana ciągnięciem raptem 2 kart (na zmianę), każdy mógł się wypowiedzieć co i jak robi - budując fikcję, nawet przegrane rundy pozwalały na ujęcie fabularne. Również niszczenie sprzętu i smierć statysty, jako konsekwencja, dobrze zdało egzamin. Walka była dość długa (przeciwnicy mieli miażdżącą przewagę siły bojowej 3:1). Przyspieszyła znacznie, po przybyciu posiłków, bo do "zwykłej przewagi" doszła nadwyżka determinacji nad stale zmniejszającym się poziomem trudności.

Drwale zostali zostawieni, pod dowództwem najbardziej kumatego z nich, a ranni bohaterowie zdecydowali się wrócić do obozu. Podróż tym razem również pozbawiona przygód (karty były łaskawe), zakończyła się zdaniem raportu przed Yvonne, która wysłała dodatkowe posiłki i zdecydowała, że trzeba będzie spróbować znaleźć wioskę dzikich i spróbować nawiązać kontakty lub ją wybić.

Podsumowanie

Około dwugodzinna sesja, pozwoliła na przetestowanie kilku mechanizmów gry, które (choć na małej próbie) zdały egzamin. Totalnie nie zdał egzaminu przyjęty układ podręcznika - jest do zmiany i to szybkiej, tak aby odpowiadał kolejności wykonywanych czynności. Mimo iż chciałem tego uniknąć, opis fikcyjny będzie musiał się przeplatać z rozdziałami mechanicznymi - inaczej czeka ludzi wertowanie kartek w tą i z powrotem.

Postacie zaczęły zgodnie z zasadmi z 10 punktami rozwoju, które zostały rozdzielone pomiędzy różne specjalizacje prawie w komplecie. Skończyły z 16 / 17 punktami punktami, tak więc w całej grze wliczając w to po dwa jokery wykorzystane na końcu gry (rehabilitcja ran, naprawa sprzętu) wyszło 6-7 Asów. Nawet mimo tego, że ze względu na walkę były liczone podwójnie, nie spowodowało to "bumu" postaci, aczkolwiek każda z postaci awansowała po dwie specjalizacje. Ten system awansu już testowałem, na wcześniejszych sesjach i dzisiejsza tylko potwierdza, że działa (po każdym Asie następuje też przetasowanie talii, co bardzo dobrze wpływa na dyspersję wyników.

Biorąc pod uwagę przewagę przeciwników, system jest nie tylko narracyjny ale również nastawiony bardziej na heroic niż dark.

Mimo relatywnej bierności prowadzonej przezemnie postaci (starałem się nie podejmować nią decyzji za gracza), nie odczuwałem jakiegoś ograniczenia. Tu znów in plus zadziałał mechanizm kooperacji, który pozwalał na tworzenie fikcji, bez strachu że "za dużo zrobiłem" / "komuś zabrałem bossa". Walka jest wspólna i każdy ma wkład - w drugą stronę każdy też bierze na siebie konsekwencje i nawet mój asekuracyjny zazwyczaj tester, po paru rundach przestał mieć z tym problem.